STRONA GŁÓWNA / AKTUALNOŚCI / 69 ŚWIATOWY DZIEŃ TRĘDOWATYCH 30 STYCZNIA 2022

69 Światowy Dzień Trędowatych 30 stycznia 2022

69 Światowy Dzień Trędowatych 30 stycznia 2022

69 Światowy Dzień Trędowatych

Niedziela 30 stycznia 2022 r. jest już 69 Światowym Dniem Trędowatych. Skłania to do refleksji nad tematem choroby trądu. Jest trąd, nie możemy mówić, że w dzisiejszym świecie, tak bardzo posuniętym w technologii i medycynie, nie ma tego problemu. Najlepiej widać to, gdy jest się w krajach, gdzie spotkać można na drodze albo w odwiedzanych domach osobę chorą na trąd. Tak jak za dawnych czasów, chorzy mogą liczyć na pomoc najodważniejszych misjonarzy Kościoła katolickiego. Wśród niosących pomoc są także polscy misjonarze, którzy są prawdziwymi świadkami cierpiącego wśród nas Jezusa. Tutaj chcę odnieść się do niezwykłych spotkań z dr Wandą Błeńską nazywaną Matką Trędowatych. I jest w tym głęboka prawda. Kiedy ją odwiedziłam w Ugandzie w Bulubie w 1992 roku byłam urzeczona jej osobowością.

Biła z niej miłość

Patrzyłam jak podchodziła do osób trędowatych leżących na łóżkach czy kuśtykających o kulach, dorosłych i dzieci. Leczyła ich z czułością i delikatnością, z niezwykłym wyczuciem ich potrzeb, starając się jak najszybciej ulżyć ich cierpieniu. Zawsze miała uśmiech dla chorych i dobre serce. Kiedy się do nich zbliżała mówili: idzie nasza Mama. W tej wątłej i szczuplutkiej osobie była niezwykła energia i bycie w ciągłej dyspozycji dla trędowatych. Bardzo ubolewała nad dziećmi, które zostały przyniesione do szpitala nie tylko z powodu trądu ale i chorób głodowych. Do końca życia zapamiętam jedno dziecko bardzo wychudzone w twarzą staruszka, któremu już nic nie pomagało w daleko posuniętej chorbie. Dziecko zaniedbane w domu z powodu licznego rodzeństwa, dla którego już nie starczało pożywnienia i troski. Za późno go dostrzeżono ukrywanego w lepiance jednej z wiosek, gdzie od czasu do czasu lekarze odwiedzali chorych. Wieczorami dr Wanda opowiadała niekończące się historie ludzi w różnym wieku z mniej i bardziej zaawansowanymi chorobami trądu. Początki jej pracy były trudne bo nie było nic co przypomina nam salę operacyjną, a trzeba było np. usunąć nos, wyciąć coś na twarzy czy w innych miejscach ciała bez środków znieczulających i odpowiedniej dezynfekcji. Pomimo to nikt nie zmarł z jej pacjentów z powodu tak wykonywanej operacji – opowiadała dr Wanda. Była osobą bardzo skromną i przyjmującą każdego człowieka. Gdy komuś zdarzyło się zapędzić w mowie w osądzaniu czy krytyce innych, zawsze ukierunkowała rozmowę na inne tematy. Nie słyszałam z jej ust żadnego słowa negatywnego na czyjś temat

Kobieta geniusz

Jest to kobieta geniusz. Bo kiedy pomyślę, że 43 lata była z osobami trędowatymi, nie używała rękawiczek, nie stosowała nadzwyczajnych środków ostrożności i nie zaraziła się trądem; albo zastanawia fakt, że gdy się urodziła bardzo mało ważyła i powiedziano o niej, że nie przeżyje – to jak wytłumaczyć, że żyła 103 lata, a z tego prawie połowę przebywała z trędowatymi? Tutaj dotykamy wielkiej tajemnicy relacji między Bogiem, a człowiekiem i należy pochylić głowę i powiedzieć: Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu. Widziałam jak wczesnym rankiem szła do kaplicy sióstr franiszkanek, by tam czerpać nadzwyczajną moc i nadprzyrodzoną wiedzę do służenia trędowatym. Kiedy jakiś czas temu próbowałam zebrać młodzież do wyjazdu na doświadczenie misyjne i jedną z posług mieliśmy pełnić w leprozorium dla ludzi chorych na trąd – jedna z młodych osób przeraziła się i wycofała z wyjazdu. Nie wszyscy mają odwagę spojrzeć w oczy osobie trędowatej i jej usłużyć chociażby w zmianie opatrunku. To dzisiaj jest niezwykłe wyzwanie dla młodych.

Czułam jakbym samego Boga dotknęła w kikucie dłoni

Innym moim doświadczeniem było spotkanie z osobą trędowatą w Tanzanii, kiedy dowiedziałam się, że w wiosce jest dom, gdzie starsza osoba jest chora na trąd natychmiast poprosiłam by można ją było odwiedzić. Kiedy tam poszliśmy osoba ta wyszła nam naprzeciw poruszając się w niezwykły sposób, ponieważ trąd uszkodził jej nogi, przesuwała się po ziemi podpierając się kikutami nóg. Dłoni nie miała, ale podała mi kikuty „rąk” na przywitanie. Czułam jakbym samego Boga dotknęła w jej kikucie „dłoni”. Siedziałam z nią długo ściskając jej chore kończyny. Tutaj czas się zatrzymał i powiedział mi: nie śpiesz się, tutaj jest to co najważniejszym być powinno w życiu „bliskość samego Boga”.

Ludzie jak za czasów o. Beyzyma

I jeszcze jedno doświadczenie z leprozorium w Peru w miejscowości San Pablo. Na salach leżeli ludzie z dużymi ranami trądu, przypominało mi to zdjęcia oglądane w dzieciństwie kiedy czytałam książkę o ojcu Beyzymie pracującym z trędowatymi. I nie chciało mi się wierzyć, że dzisiaj widzę to na własne oczy. Nie pozwolono mi zrobić zdjęć, aby świat nie zobaczył tych ludzi trędowatych. Były tam także osoby, które miały mniej zaawansowany trąd. Pan Antoni siedział na podłodze i rzeźbił różne figurki ludzi i zwierząt. Nie wyobrażajcie sobie, że rzeźbił palcami u rąk, rzeźbił kikutami rąk i to jest niezwykłe, że pomimo braku palców u rąk wykonywał piękne rzeźby. Jedną z nich kupiłam by go chociaż w taki sposób wesprzeć, jest to pancernik wykonany w drzewie cedrowym, bo takich jest dużo w dżungli amazońskiej, ale też nie jest to łatwe do rzeźbienia bo jest twarde.

W obecności ludzi trędowatych

Pomimo, że jestem w Krakowie czuję obecność ludzi trędowatych, tych, których spotkałam na swoich drogach życiowych: ludzi trędowatych w ścisłym tego słowa znaczeniu i ludzi, którzy pogubili się w swoim życiu i to stanowi ich „trąd” życiowy. A i sama czuję się nieraz jak „trędowata” w różnych okolicznościach życiowych – tych zewnętrznych i wewnętrznych. Wydarzenia i sytuacje w codziennych zmaganiach są nieraz jak ropiejący trąd. Tylko Jezus nie boi się ludzi trędowatych podchodzi blisko, dotyka ran i uzdrawia, także dziś. Otoczmy swoją troską – na odległość – ludzi trędowatych w leprozoriach; ludzi „trędowatych” z powodu wielu innych chorób, od których inni się odsuwają; i to co w nas jest „trędowate”.

s. Bożena Najbar

Galeria

ZOBACZ TAKŻE