STRONA GŁÓWNA / AKTUALNOŚCI / Z PAMIĘTNIKA RACZKUJĄCYCH MISJONAREK W ZAMBII

Z pamiętnika raczkujących Misjonarek w Zambii

Z pamiętnika raczkujących Misjonarek w Zambii

Misjonarki Karolina Cygan i Katarzyna Sowa piszą z Zambii

29 sierpnia 2021 r.

Bije stąd czar miejsca, który tworzą ludzie

         Ziemia wygląda tutaj jałowo końcem sierpnia. Roślinność mimo to robi duże wrażenie. Słońce oświetla pejzaż jak przez mgłę. Dominuje beż pomieszany z czerwienią. Drzew i krzewów nikt nie pomyli, od razu przywodzą na myśl krajobraz afrykański, znany nam z książek i filmów edukacyjnych. Jesteśmy już w Afryce, nie da się ukryć. Na wiele emocji nawet nie ma czasu i sił po całonocnej podróży. Wiemy tylko to jedno: to miejsce jest piękne. Pięknem zewnętrznym, estetyką ale i bije stąd czar miejsca, który tworzą ludzie. Ludzie z ich zaangażowaniem, pasją i oddaniem. Mam na myśli księży pracujących w Makeni.

Co chwilę ktoś puka do drzwi

         Niecałą godzinę od lotniska zajmuje nam dotarcie do Makeni Missionary Center. Ksiądz Andrzej wciela się w naszego przewodnika po placówce, ale i „mistrza nowicjatu misjonarskiego” dzieląc się z nami swoimi spostrzeżeniami płynącymi z kilkuletniej posługi w Zambii. Nie ściemnia, nie idealizuje ale i demonami nie straszy… Cieszy go praca, kontakt z ludźmi. Mówi, że nie są aniołami. Ale kto z nas jest? Opowiada o różnicach kulturowych w międzyczasie częstując szejkiem z kukurydzy. Spotykamy się z dziećmi i młodzieżą na boisku. Nieśmiałe i ukradkowe spojrzenia łapiemy z wszystkich stron. Witamy się, zagadujemy. Słyszymy, że rozmowy po angielsku będą na początku problematyczne: nam czasem brakuje słów, a akcent Zambijczyków na razie nie jest oczywisty. Oprócz ludzi witają nas cap, dwie kury, psinka z kulejącą łapką (ucierpiała w starciu z kogutem), kociaki i jaszczurki. Zaskakuje pozytywnie prowincjonalny, sielski klimat plebani księży Fidei Donum. Co chwilę ktoś puka w to niedzielne popołudnie. Ksiądz nie żałuje czasu. Tutaj człowiek jest bardzo ważny.

30 sierpnia 2021 r.

Na ich twarzach pojawia się najszerszy uśmiech, jeśli powiesz Mauka Buanji

         Office immigration – challenge! 4 godziny w kolejce po odbiór zgody na pracę i nikomu się nie spieszy, bo po co. Urzędnicy nie mają serca w żadnym kraju pod słońcem 😉 Dużo tutaj Chińczyków, Arabów, Afrykańczyków z Zimbabwe, Mozambiku, Botswany, a i Europejczyków też trochę. Wszystkich Polaków misjonarzy: księży, sióstr, świeckich około 60. Życie drogie. Ceny w Shopping Mallach wysokie, standard produktów i wyposażenia równie wysoce europejski ale kilka metrów dalej niekończące się dzielnice biedy, tzw. compounds. Paradoksalne odkrycie dnia dzisiejszego: compoundy budowane z bloczków cementowych stoją na ziemi obfitującej w marmur i granit. Ksiądz opowiadał o systemie edukacyjnym. Dzieciaki mają lekcje od 7:30 do 12:30. Do klasy 7 zajęcia prowadzi jeden nauczyciel po dwuletnim studium nauczycielskim. Edukacja jest płatna, metody nauczania dosyć staroświeckie. Część dzieci mówi po angielsku bardzo dobrze, część niekoniecznie. W zasadzie jest tutaj mix językowy. Dominuje nyanja, bemba, chewa i angielski. Podczas jednej kilkuminutowej konwersacji księdza z pracownikiem w Makeni przeskakiwali wielokrotnie z języka na język. Na ulicach chaos i ruch lewostronny. Afrykańczycy chodzą poboczami ale też bardzo często przechodzą ulicę w niedozwolonych miejscach, spontanicznie i niebezpiecznie. Na ich twarzach pojawia się najszerszy uśmiech, jeśli powiesz Mauka Buanji. Kraj kontrastów. Land rovery, toyoty z napędem 4×4 i busy zdominowały krajobraz uliczny. Tym, co może cieszyć Zambijczyków i ułatwiać im rozkręcanie pracy jest cena paliwa. Najniższa w tej części Afryki. Zambijczycy, zwłaszcza młodzi pokładają duże nadzieje w nowym prezydencie Hakainde Hichilema, zwanym tutaj sentymentalnie EJDŻ EJDŻEM. W programie wyborczym zapewniał: dofinansowanie rolnictwa, korzystne pożyczki na rozpoczęcie działalności gospodarczej dla młodych i ukrócenie korupcji, która niszczy ten kraj. Niech Zambia patrzy mu na ręce i wyciąga wnioski. Dostęp do social mediów pomaga młodym w wychyleniu się na świat, w wyrobieniu sobie krytycznego stanowiska w wielu kwestiach. To chyba dobry znak czasów.

31.08.2021 r.

Bieda ludzka: intelektualna, mentalna, emocjonalna, fizyczna i duchowa zbyt głośno woła z tej i nie tylko z tej ziemi, żebyśmy mogli ją zagłuszyć

         Odwiedziliśmy dzisiaj młynarzy. Ksiądz kupował od nich parę worków zmielonej soi. Mogłam zaobserwować nieopodal przeciętne życie mieszkańców tej części Lusaki. Najbiedniejsi nie mają skrupułów. Zanim powiedzą Ci dzień dobry, usłyszysz: „Money, money” i zaobserwujesz charakterystyczny gest zacierania palców. Oczywiście to nie jest żadna pomoc, nawet jeśli ktoś sypnie groszem, tak sporadycznie. Wręcz przeciwnie. Takie działanie może i z pewnością obraca się przeciwko samym żebrzącym. Oducza ich szukania możliwości normalnego sposobu zarobkowania. Misjonarze nas uczą, że owszem pomoc materialna może mieć miejsce i powinna ale zawsze w kontekście wychowania do odpowiedzialności i poszanowania pracy. Nie jest to łatwe, trzymać te rady z tyłu głowy, jeśli w tym samym czasie widzisz dzieciaki bez butów, ze zniszczoną, wysuszoną przez słońce i piach skórą i normalnie chciałoby się w momencie temu zaradzić. Trzeba znaleźć rozwiązanie POMIĘDZY, bo Jednak coś musimy robić. Bieda ludzka: intelektualna, mentalna, emocjonalna, fizyczna i duchowa zbyt głośno woła z tej i nie tylko z tej ziemi, żebyśmy mogli ją zagłuszyć. Poza tym Chrześcijanin nie byłby sobą, gdyby nie chciał wyjść naprzeciw niej, dotknąć jej, skonfrontować się, a przez to jakoś być może bardziej zjednoczyć się z Chrystusem.

Widzimy przestrzeń do pracy z katechistami i liderami wspólnot

         O strukturze duszpasterstwa tutejszych dwóch parafii Makeni i John Paul II opowiadali mi dzisiaj: ksiądz proboszcz Krzysztof Mróz, nasz gospodarz, ksiądz diecezji pelplińskiej, misjonarz Zambii od 27 lat, a także pracująca tu w Makeni siostra kombonianka Chuji Maria odpowiedzialna właśnie za wiele tutejszych grup religijnych. „Afrykański” Kościół katolicki opiera funkcjonowanie swoich parafii na jednostkach, zwanych Small Christians Community. Tutaj w Makeni jest ich 10, w JP II kolejne 10. Oprócz SCC przy parafii działają liczne Stowarzyszenia religijne, w podobnej liczbie, a także grupa katechistów. Każda z tych jednostek ma swoje organy administracyjne, na które składają się: przewodniczący, wiceprzewodniczący, sekretarz i skarbnik. Grupy realizują na swoich spotkaniach programy duszpasterskie dostosowane do potrzeb i możliwości danej grupy. Im mocniejsze SCC, Stowarzyszenia, katechiści, im lepsza ich formacja, tym silniejsza i lepsza parafia. Bardzo sobie tutaj cenią to podejście: i misjonarze i sami tubylcy. Czują się bowiem za coś odpowiedzialni, a to z kolei buduje poczucie ich tożsamości i wartości.      Świeccy w Kościele w Zambii nie są smutnym i nudnym dodatkiem dla księdza w parafii. Tak jak niestety często jest u nas w Polsce. Oni tutaj byli zmuszeni do brania sprawy w swoje ręce. Dajmy na to jeden ksiądz miał ileś outstations do objeżdżenia w ciągu miesiąca. W związku z czym, ludzie się ogarniali, sami spotykali w kościele na liturgii słowa, modlitwy, formację katechetyczną itd. Wypracowali struktury, które naprawdę fajnie tu działają i robią na nas zadufanych w sobie Europejczykach wrażenie. Oczywiście nie ma co tak przedstawiać wszystkiego w różowych barwach, bo mają też swoje bolączki. Widzimy przestrzeń do pracy z katechistami i liderami wspólnot, być może trzeba będzie próbować pogłębić przeżywanie katolicyzmu (często mają transfery między wspólnotami chrześcijańskimi, których tu masa), zwrócić uwagę na poszanowanie czasu i wykorzystywanie go bardziej efektywnie… choć to ostatnie może być syzyfową pracą, bo tutaj czas płynie inaczej i ma nawet swoją nazwę: Zambian time 🙂

1.09.2021 r.

         Dzisiaj odwiedziliśmy z księdzem Krzysztofem drugą parafię Saint John Paul II, a w zasadzie wciąż filię parafii Makeni, która znajduje się w pobliżu naszego miejsca zamieszkania, około 3 km stąd, w dzielnicy compoundów. Uczestniczyłyśmy w mszy świętej, którą ksiądz Krzysztof celebrował po części w języku angielskim i nyanja. Zrobiły na nas wrażenie piękne śpiewy prowadzone przez grupę kobiet. Zambijczycy w pewnych częściach mszy operują innymi gestami i postawami. Podczas aktu pokuty – klęczą, podczas Ewangelii – siedzą (jak Wódz mówi, to się siedzi i słucha i jest to postawa szacunku oczywiście). Po konsekracji darów również się klęczy w trakcie modlitwy odmawianej przez księdza. Po mszy świętej niektóre grupy parafialne miały swoje spotkania i miałyśmy z Kasią okazję obserwować ich pracę i porozmawiać na temat programu, który realizują. Pan Ernest Mutale tutejszy katechista wprowadzał nas do każdej ze wspólnot. Większość grup podkreślała znaczenie zadań wolontaryjnych, jakie realizują. Były wśród nich: opieka nad chorymi, wdowami, sierotami, wizyty w więzieniach. Co ciekawe, każdy z członków wspólnoty odprowadza cotygodniowy datek na rzecz tychże działań charytatywnych. I choć sami cierpią biedę, potrafią dzielić się z biedniejszymi od siebie i czują się za nich odpowiedzialni. Byłam pod wrażeniem tej relacji dotyczącej działalności charytatywnej. Jeśli chodzi o programy duszpasterskie czy formacyjne, czy wprowadzanie w modlitwę, na ten moment wydaje mi się, że ta dziedzina jeszcze niedomaga. Wiedza nawet niektórych katechistów kończy się na podstawowych prawdach wiary. Widzę w związku z tym przestrzeń do pracy dla siebie, choć wiem, że czeka mnie trudne zadanie. Zambijczycy nie myślą raczej abstrakcyjnie (cytat z księdza misjonarza) i wprowadzanie ich w chrześcijańską duchowość opartą na filozoficznych i teologicznych rozróżnieniach, definicjach, mówienie o rozwoju duchowym może być trudne. Rada: „Posługuj się obrazami Karolina”. No to będę. Jak Pan Jezus. W Ewangelii nie mamy zbyt dużo traktatów teologicznych. Ja będę musiała przestudiować jeszcze wiele razy przypowieści. Piękne jest to, że na wspólnych modlitwach posiłkują się Słowem Bożym i dzielą się refleksją nad przeczytanym fragmentem. Kasia oprócz swojej działki fizjoterapeutycznej i opiekuńczej, którą będzie służyła tutejszym mieszkańcom, została poproszona przez naszego gospodarza o upiększenie kilku miejsc na obu placówkach. Jej zadaniem będzie zaprojektowanie i namalowanie kilku obrazów, szyldów na bramach i murach otaczających nasz ośrodek. Pierwsze prace już ruszyły.

09.09.2021 r.

         Z centrum handlowego z pięciolitrową wodą na plecach wracam 40 minut. Ruch lewostronny na drodze jeszcze mnie dezorientuje, nieświadomie ściągam na prawo. Kurz, wszędzie go pełno. Wdziera się w te nasze czyściutkie, nieumorusane jeszcze nozdrza europejskie. Już zrezygnowałyśmy z czyszczenia butów. W sklepach ceny wysokie jak na tutejsze warunki. Pewne zaś zupełnie nieadekwatne. Płyn do demakijażu prawie 400 kwacha, co daje w tym momencie około 20 kilka dolarów, a więc nasze 80 złotych. Okazuje się, że są rzeczy zbędne w życiu 🙂 Afryka weryfikuje kropelka po kropelce naszą próżność. Oj jeszcze głęboka czara pychy musi się z nas wylać. Misyjne katharsis to nasze najlepsze rekolekcje w życiu. W tym tygodniu rozpoczęłam pracę z dziećmi w szkole Saint Joseph. Mam klasy od 1 do 6. Staram się jak mogę z moim połamanym i kwadratowym angielskim do nich dotrzeć. Kiwają bądź kręcą głowami adekwatnie, odpowiedzi też są sensowne. A więc na tyle jestem zrozumiała 😉 Braki językowe będą nam jeszcze długo dokuczały ale nawet nas to cieszy. Wierzymy, że te bóle rodzenia wydadzą w końcu jakiś owoc. Kasia studiuje podręcznik Home Based Care. Bardzo ciekawa koncepcja przyświeca tej instytucji. Przedstawiciele grup parafialnych pod patronatem siostry Celestine i Kasi właśnie, dostarczają najbardziej podstawowe, zarówno materialne, jak i duchowe, psychologiczne, medyczne, fizjoterapeutyczne wsparcie mieszkańcom slumsów. Robią wywiad środowiskowy i na ile są w stanie próbują zaradzić najpilniejszym potrzebom najbiedniejszych. Nie wszystko są w stanie zrobić. Brakuje lekarzy i środków. Chciałabym prowadzić zajęcia z katechistami, ale zarówno ksiądz jak i siostra pastoralna Chui studzą mój zapał. Jak mantrę powtarzają: „Watch and wait.” Moje małe bongo bongo (mózg w Chinanyja) musi najpierw zrozumieć choć odrobinę z tego klimatu, z ich mentalności, zrozumieć jak ci ludzie funkcjonują, jak myślą, co jest dla nich ważne, a co mniej i jak w odpowiedni sposób sprzedać im wiedzę teologiczną i dzielić się Ewangelią uwzględniając tutejszy kontekst. Pewniki na misjach nie istnieją (przynajmniej na początku).

25.09.2021 r.

         Minął prawie miesiąc od naszego przyjazdu do Afryki. Jesteśmy u siebie. Nasze zadanie na teraz: to być z Nim wśród tych ludzi, dla nich i z nimi. A to pochłania… 🙂 Także z czystym sumieniem mogę pod dzisiejszą datą w pamiętniku napisać. Ostatni wpis.

Karolina i Kasia z tylnego siedzenia

ZOBACZ TAKŻE